Aktualności Wywiady z Mistrzami - Profesor TADEUSZ ŻABSKI

Wywiady z Mistrzami - Profesor TADEUSZ ŻABSKI

 

 

 Pan Profesor Tadeusz Żabski

 

Elżbieta Lubczyńska-Jeziorna: Spotykamy się u Pana Profesora Tadeusza Żabskiego, aby porozmawiać o Prusie. O tym, jak się Bolesław Prus dla Pana „stworzył” i „stwarza” w lekturze pierwszej i w lekturach ponownych. Czy pamięta Pan, Panie Profesorze, swoje pierwsze spotkanie z pisarzem?

Prof. Tadeusz Żabski: Prusa znam od momentu, kiedy zacząłem czytać. Gdy przyjechaliśmy wraz z rodziną do Gryfowa Śląskiego – tuż po wojnie – trafiliśmy na piękną bibliotekę publiczną. Znajdowała się ona sto metrów od naszego domu i była nad podziw dobrze zaopatrzona w dawne i świeżo wydawane książki. Korzystałem z niej regularnie, bardzo lubiłem czytać. Początkowo Prus jakoś specjalnie się nie odznaczał, ale wpasowywał się w kanon lektur, po które z przyjemnością sięgałem. Wśród nich znalazły się liczne powieści Kraszewskiego – nieustannie wtedy wznawiane, Sienkiewicza (bez Ogniem i mieczem! – nie było wtedy drukowane), a także Balzaka, który mnie śmiertelnie nudził i niewiele jeszcze wtedy z niego rozumiałem; były tu i nowele Gogola, Puszkina, Turgieniewa, również powieści socrealistyczne: Szosa wołokołamska, Młoda Gwardia, Timur i jego drużyna itd.

EL-J: I cały czas mówimy, Panie Profesorze, o wieku dziecięcym?...

: Tak. O pierwszych klasach szkoły podstawowej! Dodam jeszcze do swoich lektur żywoty Bernadetty z Lourdes, Antoniego Padewskiego, dziewczynek z Fatimy i in. Młodzieżowej literatury wtedy specjalnie nie lubiłem… A poza tym grałem w dwa ognie, szczypiorniaka, piłkę nożną, w lecie kąpałem się w Kwisie, w zimie jeździłem na sankach i nartach (w Gryfowie prawie wszystkie ulice są pochyłe)…

EL-J: Lektura obok zabawy, a Prus obok Kraszewskiego, Balzaka, Sienkiewicza, Gogola na liście dobrowolnych lektur ucznia podstawówki? Co spowodowało, że Prus w ciągu tych wszystkich lektur był zauważalny?

: Niektóre utwory Prusa ukazywały się w serii Biblioteka Uniwersytetów Ludowych i miały na okładce zapisane dużymi literami: BUL, ale ja nie mogłem się pogodzić, że „ból” pisany jest przez „u” zwykłe, bo tak patrzyłem na utwory Prusa – w pryzmacie bólu i smutku. Pamiętam z Prusa konkretne utwory i pierwsze wrażenia z tych lektur. Czytałem przede wszystkim jego nowele, a to, co mnie wciągało do lektury, to, co Prusa wyróżniało właśnie – to wzruszające sceny i postacie wywołujące mocne przeżycia – zwłaszcza dziecka. Pamiętam scenę, kiedy Antek musiał iść w świat, pamiętam rozstanie z domem, opuszczenie mamy, ale zupełnie nie zauważyłem sprawy miłości Antka do wójtowej; pamiętam Walka – syna pomywaczki z Grzechów dzieciństwa – na końcu wygnanego w szeroki świat.

EL-J: Czyli urzekło Pana w Prusie to wzruszenie, które losy jego bohaterów umiały wywołać w dziecięcym, ale chyba i dorosłym sercu?

: Właśnie, w dzieciństwie wzruszały mnie utwory o smutnym, sierocym dzieciństwie. W Sierocej doli wczesne lata chłopięce wypełniały różne nieszczęścia i przykrości, ale w końcu w losach bohatera zaświtało prawdziwą nadzieją, w Michałku poznajemy wszelkie niedole młodego chłopca ze wsi, rzuconego w wir życia warszawskiego. Przejmowałem się losem Michałka, dlatego że on – taki pokorny – doznawał różnych przykrości w tym swoim prostym i jednocześnie pięknym życiu. Miał czyste serce, pomagał wszystkim, chociaż był przez wszystkich wykorzystywany, krzywdzony. Podczas lektury Grzechów dzieciństwa przejmowałem się nieszczęściami i śmiercią garbuska – syna nałogowego pijaka, wykrzykującego wiecznie „Rum-jamajka!”, a nade wszystko ucieczką w świat wspomnianego już paroletniego Walka, syna pomywaczki. W Anielce pojawia się zahukana i poniewierana paroletnia dziewczynka pilnująca prosiaka, a nade wszystko rozbudowana fabularnie dramatyczna historia psa Karuska.

EL-J: Która zatem z postaci stworzonych przez Prusa jest Panu najbliższa?

: Prus nie tworzył bohaterów według kanonów literatury pozytywistycznej, żaden z nich nie staje się wzorcem. Ale „lubię” Michałka właśnie, Ślimaka, Owczarza, Rzeckiego, Ramzesa, Pentuera i w ogóle Faraona.

EL-J: A jak lektura Prusa, Panie Profesorze, zmienia się? Dlaczego zajął się Pan akurat takim, a nie innym obszarem prusologii? Co w Prusie zasługuje na uwagę badacza pozytywizmu? W swoich opracowaniach Placówki, nowel i opowiadań pisarza przyjmuje Pan bardzo wyrazisty sposób ujęcia każdego z tych tekstów – w pryzmacie genologii, zmieniających się form pisarskich. Mówi się nawet o „szkole Żabskiego”. Dlaczego więc tak właśnie śledzi Pan Profesor dokonania pozytywisty?

: Z biegiem lat poszerzało się moje spojrzenie na Prusa – objęło ono sztukę pisarską autora jako współtwórcy nowoczesnych form prozy realistycznej. Zawsze interesowałem się ową sztuką pisarską – bo przecież na tym polega istota utworu literackiego, że jest to tekst artystyczny. Na zajęciach uniwersyteckich badaliśmy ten fenomen, a najlepszego materiału dostarczał właśnie Bolesław Prus.

EL-J: To pamiętam. I to robiło wrażenie! Wychodziliśmy z tych ćwiczeń w zdumieniu i nawet jakimś oczarowaniu: że można tak spojrzeć na epokę, ująć ją w pryzmacie rozwoju gatunków, dostrzegać prawidła poetyk. Wychodziliśmy z przekonaniem, że pozytywizm jest inny od lansowanego uparcie w szkole szablonu „pracy organicznej” i „pracy u podstaw”.

: Pozytywizm jako filozofia miał oczywiście swoje ideologiczne prawidła, wyznaczniki; szkoła informuje prawie wyłącznie o tych hasłach – dość przypadkowo wybranych z wypowiedzi Świętochowskiego, a przecież tu idzie o prozę artystyczną, o wybitnych pisarzy i ich zmagania z warsztatem; jeśli pisarze ci identyfikowali się z programem pozytywistycznym – to tylko w szerokim obrazie literackim. Dlatego właśnie sztuka pisarska stawała się coraz bardziej interesująca. Gdy prowadziłem te zajęcia, pojawiało się w naszym literaturoznawstwie wiele prac teoretycznych, coraz bardziej nowoczesnych, eksponujących w literaturze coś więcej niż ideologię – i to była zasługa Henryka Markiewicza, Stefanii Skwarczyńskiej, Michała Głowińskiego oraz innych wybitnych teoretyków. Analiza utworów Prusa i Sienkiewicza, wsparta pogłębionym podłożem teoretycznoliterackim, dostarczyła niespodziewanie bogatej wiedzy na temat prozy realistycznej, uchodzącej dotychczas za przezroczystą i bezbarwną.

EL-J: Pan Profesor to dawne spojrzenie na twórczość Bolesława Prusa zmienia. Zwraca Pan uwagę na różne sposoby prezentacji rzeczywistości w utworach pisarza. Ujmuje Pan całość dokonań pisarza w wyraźne – genologiczne – prawidła…

: Ciekawiła mnie zawsze różnorodność ujęć realizmu, a także form pozarealistycznych. Mamy u Prusa przecież prozę w różnych odmianach. Wzruszające opowiadania, o których już rozmawialiśmy, to dla mnie „literatura filantropijna”, wywołująca zdrowe, żywe odczucia społeczne. Mamy dalej opowiadania humorystyczne – Prus przecież jest przede wszystkim humorystą. Mamy także opowiadania przygodowe – romantyczne, trochę sentymentalne, ale także awanturnicze. Mamy w końcu ujęcia pogłębione, z imponującą odmianą realizmu flaubertowskiego, głównie w Lalce. Ciekawie także prezentowana jest proza paraboliczna itd. Badania tych tekstów wskazują na odmienność ujęć, istniejących u Prusa w całym komplecie.

EL-J: A gdybyśmy na chwilę zostawili badacza literatury, prusologa, a zajęli się tylko czytelnikiem, to zapytam Pana Profesora – jakie miejsce na Pana mapie doświadczeń literackich zajmuje w tym kontekście Prus? Nie jako źródło badań, a źródło przyjemności czytelniczej…

: Kiedyś głosiłem tezę – nieco roboczą, prywatną – że literatura okresu pozytywizmu jest literaturą żywą, to znaczy że te książki czytane są przez ludzi bez żadnego przymusu lekturowego – i Prus jest czytany, Sienkiewicz jest czytany, Konopnicka… Zgrzeszę tu nawet i powiem, że wielkie dzieła romantyczne nie mają już tej rangi – wielkich dzieł romantycznych nie czyta się „dla przyjemności”, ale z obowiązku lekturowego. Literatura pozytywizmu jest zatem – chyba po raz pierwszy – pisana z myślą o osobistych zainteresowaniach i predyspozycjach czytelnika. Zwłaszcza że już wtedy istniał rynek literacki – zaczynano rozpoznawać, co ludzie kupują, a czego nie. W tym kontekście spoglądamy na Prusa z punktu widzenia tak zwanego normalnego czytelnika i to tak trwa. Moim zdaniem on jest dalej czytany „dobrowolnie”, „dla przyjemności”. Prus jest porządnym myślicielem i porządnym twórcą, a na zajęciach uniwersyteckich – najważniejszym pisarzem reprezentującym literaturę swojej epoki. Ale lubię też Gombrowicza (Ferdydurke to piękna powieść – absurdalna i tak mądra, i jakże wciąż aktualna). Czytam także literaturę popularną: Artura Ch. Clarke’a, Dana Browna od Kodu Leonarda da Vinci (czy rozwiązywanie kolejnych zagadek, jak u Browna, nie przypomina naszego Szatana z siódmej klasy?), J.R.R. Tolkiena (a gdyby tak zestawić świat Hobbita ze światem krasnoludków sierotki Marysi?…), podziwiam szwedzkie powieści kryminalne itd. Ja w ogóle lubię czytać!

EL-J: To sedno naszej rozmowy. Lubić czytanie! Panie Profesorze, a to czytanie się zmienia? Czy w Pana przypadku style lektury Prusa są niezmienne, czy spojrzenie na twórczość autora Lalki jednak ewoluuje?

: Zdecydowanie tak. Każda ponowna lektura to źródło nowych inspiracji i rozmyślań o dobrej literaturze. Moje spojrzenia na Prusa były różne. Najpierw była taka zwykła lektura – czytelnika-dziecka ciekawego fabuły i emocji, potem lektura szkolna wyposażona w sterowane pytania i idąca po utartych ścieżkach, na koniec lektura uniwersytecka – przy której pojawiały się różne nowe tematy. Prus miał przecież ambicje filozoficzne, atrakcyjna zatem była możliwość nowych odczytań choćby w tym kontekście.

EL-J: Każda kolejna lektura przynosiła zatem jakąś niespodziankę? Czy kolejne spotkanie z Prusem w ramach edycji krytycznej Pism wszystkich znowu zmieniło coś w Pana widzeniu jego twórczości?

: Tak, oczywiście. Teraz, gdy pracujemy nad wydaniem krytycznym, uświadomiłem sobie różne dziwne rzeczy, często zabawne, dowcipne, ale i odkrywcze, o których wcześniej nigdy nie myślałem, na przykład to, że Prus wprowadził na szeroką skalę – jak żaden inny pisarz tego okresu – kulturę i język plebejski. I to jest dla mnie właściwie nowość, chociaż utwory Prusa czytałem wielokrotnie. Nie myślałem jednak wcześniej takimi kategoriami. Zadziwiają mnie także ówczesne realia, które musieliśmy objaśniać, te ciągle zmieniające się style odbioru świata, zanikające znaczenia, słowa, które znam z dzieciństwa, z autopsji niemalże, a które dla współczesnego czytelnika (ucznia, a nawet studenta) stają się nieprzejrzyste, niejasne. Uświadamiam sobie więc, jak wielu słów z jego epoki już nie rozumiemy, dostrzegam, że twórczość Prusa wymaga już komentarza rzeczowego, czego w dotychczasowych wydaniach zbiorowych (także Sienkiewicza i Orzeszkowej) nie robiono.
Ponadto ważne dla mnie jest, że te realia pokazują pełne uczestnictwo pisarza w kulturze mieszczańskiej, pełne zatopienie w rzeczywistości. I to jest właśnie to „nowe”, co u Prusa znajduję. Udział w edycji krytycznej niewątpliwie wzbogaca wiedzę o samym pisarstwie Prusa.

EL-J: Panie Profesorze, jak zatem wygląda specyfika pracy nad edycją krytyczną wobec Pańskich dotychczasowych edytorskich doświadczeń? Co pomaga, co przeszkadza w wydawaniu Prusa? Co staje się dobrodziejstwem, a co przekleństwem w badaniach tekstologicznych nad Prusem?

: Dobrodziejstwem jest stosunkowo szeroka dostępność dotychczasowych różnych wydań dzieł Prusa. Dzięki temu możemy rozpoznać w kolejnych wydaniach zmiany tekstu, wskazujące na rozwój drogi twórczej pisarza. Dla edytora jest to żmudna praca, ale i przyjemność (nie jest więc przekleństwem). Dla mnie (a nie jestem edytorem zawodowym) najwięcej kłopotu sprawiała cyfrowa technika wydawnicza (do dziś nie rozróżniam trzech kropek od wielokropka…). Pamiętam na przykład nasze redakcyjne skonfundowanie przecinkami, emendacjami, rodzajem czcionek i odstępów, a ja kierowałem uwagę na scenkę, dialog, postać, porównanie, metaforę…

EL-J: O artyzm więc tu idzie!…

: Oczywiście, najbardziej interesuje mnie właśnie sam tekst po prostu, jak on jest zrobiony, jak był przez autora poprawiany. Przypominają mi się także ćwiczenia na wrocławskiej polonistyce, szczególnie Lalka, która uchodzi za dzieło wybitne…

EL-J: Dzieło niewyczerpane…

: Właśnie tak, niewyczerpane, niezniszczalne, najlepsze, ogromne… Zawsze wymieniane i pamiętane.

EL-J: To zatem ten „tylko jeden” utwór Prusa?

: Chyba każdy tak powie. Lalka oczywiście. I ja tak myślę. Gdy zajmowałem się różnymi zjawiskami artystycznymi, zainspirowany pracami teoretycznoliterackimi – okazywało się, że to wszystko, co odkrywano, co chciałem na naszym gruncie poddać naukowej refleksji – w Lalce istnieje! Akurat w Lalce, nie gdzieś indziej! To wiąże się z poglądem na świat zaprezentowanym przez Prusa w tej powieści – czyli z problematyką ogólnoludzką, uniwersalną. Prus zawsze pamiętał o tym, w jakiej sytuacji egzystencjalnej znajduje się człowiek, przy czym nie chodzi tu o jakieś wielkie idee…

EL-J: Tu chodzi o tę kroplę goryczy, która jest „tak małą, że niepodobna jej dojrzeć, a tak gorzką, że cały świat można by nią zatruć”…

: Otóż to! To są nasze ludzkie doświadczenia związane z drobiazgami, z miłością, z uznaniem, z chorobą, z porozumieniem, z oceną innych ludzi. Myślę tu już szerzej o całym cyklu, w którym Lalka świetnie – tematycznie i artystycznie – się mieści, o cyklu europejskich powieści o „straconych złudzeniach”. U Balzaka, Stendhala są to jeszcze złudzenia typowo romantyczne (np. „zdobyć Paryż”, być wielkim artystą, wieszczem). Od Flauberta jednak w zasadzie już w ogóle „o nic” nie chodzi, o całkiem pospolite życie kobiety, która ma męża, dziecko, a chciałaby doznać niezwykłych uniesień, poruszeń wielkiej miłości, zachwytu… To są właśnie te egzystencjalne potrzeby, tkwiące w ludzkiej podświadomości, która wymusza zachowania sprzeczne z obowiązującymi normami. Emma wpada w nieuchronny konflikt. To samo dzieje się z Anną Kareniną, to samo z kupcem Wokulskim, który zakochał się nieszczęśliwie w arystokratce. Wokulski ponadto znajdował się w dwuznacznych sytuacjach politycznych. Na początku bojownik, uczestnik powstania, stał się później dostawcą żywności dla wojska rosyjskiego podczas wojny bałkańskiej. Możliwość obserwacji tego konfliktu, tych napięć, tego wewnętrznego niepokoju to źródło arcydzielności Lalki. Wprowadzając wątki egzystencjalne, Prus wykorzystuje nowoczesne formy wyrazu artystycznego – monolog wewnętrzny, mowę pozornie zależną, otwartą strukturę fabularną itd. Tego wszystkiego jako harmonijnej całości nie znajdziemy nigdzie u innego polskiego pisarza, w żadnej innej powieści polskiej.

EL-J: Powstaje zatem literatura, która zmienia oblicze całego lekturowego doświadczenia czytelnika…

: Oczywiście, zmienia oblicze całego pisarstwa i Prus właśnie w tym się mieści. Większość utworów Prusa była tłumaczona na inne języki, są to teksty znane powszechnie. To świadczy także o randze i powodzeniu naszej literatury tamtych czasów; w tym może jednak na pierwszym miejscu znajdował się Sienkiewicz – w Ameryce przecież majątek zrobiono na Quo vadis! On naprawdę zarabiał dużo – jeśli już plotkujemy – to warto sobie uświadomić, że do końca wieku zgromadził około 100 tysięcy rubli – mocnej wtedy waluty. Przeznaczył te pieniądze dzieciom, złożył je w banku, ale gdy wybuchła wojna – wszystko stracił. Prus nie zarabiał tyle, nie przykładał do tego zbytniej wagi, nie nastawiał się na tworzenie utworów atrakcyjnych dla popularnego czytelnika. Po jego utwory sięgają czytelnicy lubiący czytać dobre książki, rozsądni, mądrzy, ci, którzy nie poszukują tylko romansu lub awanturniczej czasoprzestrzeni, bo o czym niby jest Placówka? O chłopie, który pracuje w ciężkim znoju...

EL-J: Mimo to Placówka zdobywała świetne recenzje, cieszyła się ogromnym uznaniem...

: Oczywiście, Placówka stała się objawieniem! Konopnicka była zachwycona. Prus zdobył renomę – poza Kronikami, które też były cenione – właśnie jako autor Placówki. Zwrócono uwagę, że nikt tak nie potrafił oddać natury chłopa jak Prus, mimo że nie żył on przecież wśród chłopów. Żeromski doceniał jego zdolność ukazania chłopskiej duszy. Nikt tak pięknie i wnikliwie nie pokazał polskiego chłopa…

EL-J: Tego Ślimaka, który ma to swoje „ale”!

: Oczywiście, jest taki jak zwykły chłop, ciężko pracuje, „ale” on chętnie by jeszcze pospał, „ale” musi wstawać, „ale” buty ciążą, „ale” ziemia na niego narzeka, uwzięła się… Wspaniałe! Właśnie to było objawieniem!

EL-J: Czy coś jeszcze zaskakuje Pana Profesora w twórczości Prusa?

: Zaskakująca jest różnorodność gatunkowa jego utworów. Mamy tu szkice, obrazki, humoreski, nowele, opowiadania, szkice powieściowe, wybitne powieści dojrzałego realizmu, utwory paraboliczne, dzieła o tematyce historycznej itd.

EL-J: A jest coś, co Pana Profesora u Prusa irytuje? Czegoś nie umie mu Pan wybaczyć?

: Irytuje może jego kłótliwość w publicystyce. Ponadto niektóre mniejsze utwory są pisane w pośpiechu, niedopracowane, zapomniane przez samego pisarza. Wszystko mu jednak wybaczam.

EL-J: Panie Profesorze, którzy badacze Prusa są zdaniem Pana najwybitniejsi?

: Przede wszystkim Zygmunt Szweykowski. Jeszcze przed wojną przystąpił on pod kierownictwem swego mistrza Ignacego Chrzanowskiego do wydania wielotomowych Pism zebranych Prusa, przynosząc starannie przygotowane edycje dzieł, z pięciotomowym dodatkiem drobnych utworów niewznawianych dotychczas, a więc wzbogacających ponownie dorobek pisarza. To właśnie Szweykowski nadał Lalce rangę arcydzieła. Później napisał dwutomową monografię Twórczość Bolesława Prusa, która przyniosła szeroki obraz dokonań pisarza. Po wojnie, za panowania marksistowskiej nauki o literaturze, Prus dostarczył wzorcowych przykładów na obecność w Polsce postępowego „realizmu krytycznego”. Ten nurt w prusologii utrzymywał się – dzięki pracom Henryka Markiewicza i Janiny Kulczyckiej-Saloni – dość długo, ale w końcu i oni skorygowali swoje sądy i znacznie je wzbogacili. Wymienię także nazwiska nowsze, po epoce marksistowskiej. Do najważniejszych należą Stanisław Fita, Krystyna Tokarzówna jako autorzy imponującego Kalendarium życia i twórczości Bolesława Prusa, Józef Bachórz, Anna Martuszewska, Edward Pieścikowski, Ewa Paczoska, Barbara Bobrowska, Ewa Ihnatowicz, Beata Obsulewicz, Tomasz Sobieraj, Elżbieta Lubczyńska-Jeziorna…

EL-J: A jak można dbać dziś o spuściznę Prusa? Co jest tu najważniejszą, najpilniejszą potrzebą?

: O popularność i utrzymanie rangi Prusa dbają różne instytucje i osoby prywatne (co widać w Internecie), wydaje się więc, że żadna groźba się tu nie pojawia.

EL-J: A komu Prus może być dziś potrzebny?

: Prus na pewno należy do naszych ulubionych autorów. Dlatego dziwię się, że wydanie Pism wszystkich, które między innymi przynoszą nowy kanon tekstów, ma ukazywać się tylko w 500 egzemplarzach. Dla kogo to? Żałuję takiej decyzji. Trzeba zadbać o to, by istniał stały dostęp do jego tekstów, bo wierzę, że ludziom one są potrzebne.

EL-J: Żeromski powiedział kiedyś – jeszcze przed poznaniem pisarza: „gdybym spotkał tego Prusa – serdecznie bym go ucałował”, a ja chciałabym się dowiedzieć: gdyby Profesor Żabski spotkał „tego Prusa” – o co by go zapytał? Co by mu Pan powiedział?

: Po jego śmierci? Zapytałbym go… czy niebo istnieje, także o różne inne problemy metafizyczne – jak on je naprawdę „teraz” widzi. Myślę, że ucieszyłby się z tego pytania – on lubił takie zagadki. W Emancypantkach zamieścił obszerny traktat o naturze nieba i o miejscu uczynków ludzkich w jego strukturze, zastosował przy tym koncepcję zwaną dziś „efektem motyla”…

EL-J: Realiści porozmawialiby więc o duszy?…

: Tak, właśnie tak. Bez tych myśli nie da się poznawać świata…Te myśli powracają…

EL-J: Tak jak nasze powroty do Prusa. Obyśmy jak najczęściej wracali. Panie Profesorze, dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że spisana nas nie rozczaruje, bo z rozmową jest tak, jak powiedział Sławiński: mowa jest snem języka, a pismo jego jawą.
Dziękuję za to, że mogę znać dwóch wielkich realistów – Bolesława Prusa i Profesora Tadeusza Żabskiego.

 

 

Seria

Gatunki

Inne

2017

2016

2015