Aktualności Wywiady z Mistrzami - Profesor Anna Martuszewska

Wywiady z Mistrzami - Profesor Anna Martuszewska

Anna Martuszewska

Moje spotkania z Bolesławem Prusem

Muszę przyznać, że zupełnie nie pamiętam, kiedy pierwszy raz czytałam któryś z utworów Bolesława Prusa i jaki to był utwór. Ale chyba nie skleroza (do której, z racji wieku, mam już prawo) jest tego przyczyną, tylko bardzo nietypowy – w porównaniu z dzisiejszym – przebieg mojej edukacji szkolnej. Urodzona we wrześniu 1932 roku, miałam pójść do pierwszej klasy szkoły powszechnej 1 września 1939. Ale mój nowiutki tornister musiał jeszcze poczekać, bo najpierw – uciekając przed Niemcami – całą rodziną powędrowaliśmy razem z personelem elektrowni, w której pracował mój ojciec, na wschód, potem zaś – uciekając z kolei przed Rosjanami przez zieloną granicę – wracaliśmy z powrotem do Skarżyska, które tymczasem zaczęło już należeć do Generalnej Guberni. Nowo przed wojną wybudowany budynek szkolny zajęły dzieci Niemców i folksdojczów, nauka dla dzieci polskich podludzi zaczęła się chyba dopiero w październiku czy listopadzie i lekcje odbywały się w jakichś baraczkach, a później w domach byłego getta (gdy ich poprzedni mieszkańcy zostali wywiezieni do obozów). Program tej pięcioklasowej szkoły dla potomstwa „tubylców” był niesłychanie uproszczony – miała wszak nauczyć tylko rachunków, pisania i czytania. Nie przypominam sobie, by pojawiały się w nim jakiekolwiek polskie opowiadania, dłuższe teksty pochodziły przeważnie z tygodnika „Ster” i pamięć mi nie mówi, by była między nimi któraś z nowel Prusa.

 

      

Notatki „lubelskie”, opracowany przez Annę Martuszewską i Magdalenę Kreft, pierwszy tom serii Notatki twórcze,
wydany w edycji Pism wszystkich Bolesława Prusa w 2014 r.

Nie znaczy to jednak, bym nic nie czytała. Wprost przeciwnie. Lalki, za którymi płakałam podczas ucieczki, poszły w kąt. Miejsce zabaw z nimi stopniowo zaczęła zajmować lektura. Sztukę samodzielnego obcowania z książką opanowałam bowiem w drugiej czy trzeciej klasie i jeszcze w latach okupacji oprócz baśni braci Grimm i Andersena, a także adresowanej do dzieci powieści Konopnickiej O krasnoludkach i sierotce Marysi przeczytałam kilkakrotnie dwa pierwsze tomy Ani z Zielonego Wzgórza, jak również Nowele, W pustyni i w puszczy i całą Trylogię Sienkiewicza, nie mówiąc już o całkiem sporej liczbie innych lektur. Tyle, że nie było wśród nich utworów Prusa. Po prostu – nie było ich ani w całkiem skąd inąd sporym księgozbiorze moich rodziców, ani też u ich znajomych, a wypożyczalni jakichś polskich książek dla dzieci w Skarżysku nie było (albo była tak daleko od naszego mieszkania, że rodzice mnie nie puszczali). Jeżeli więc zetknęłam się przed 1945 r. z jakimiś nowelami autora Lalki, to nie musiały na mnie wywrzeć specjalnego wrażenia, bo ich po prostu z tych lat nie zapamiętałam. Ale raczej się nie zetknęłam.

Po wojnie zaczęłam naukę w gimnazjum, potem zaś chodziłam do liceum, którego pierwsza klasa została – na mocy przemian w oświacie – mianowana klasą dziesiątą ogólnokształcącej szkoły. I dopiero wówczas po raz pierwszy przeczytałam Lalkę. Nie mogę jednak powiedzieć, by powieść ta mi się wtedy spodobała. Czytałam w tamtych latach mnóstwo, należałam do dwóch prywatnych wypożyczalni, w których powieści pożerałam wręcz całymi półkami. Była to zarówno klasyka westernu (Jack London i Max Brand) oraz kryminału (Maurice Leblanc, Edgar Wallace i Agatha Christie), jak pierwsza moja wielka lekturowa miłość – powieści skandynawskie (Sigrid Undset i inni). Horyzont oczekiwań, który stworzyły owe powieści w umyśle nastolatki, był taki, że czytana pod przymusem szkolnym Lalka wydawała mi się po prostu mało ciekawa, żeby nie powiedzieć – nudna. Zachwycałam się bowiem w roku, w którym zrobiłam maturę, jednocześnie twórczością Romain Rollanda (Janem Krzysztofem oraz Colas Breugnon) i Archibalda Cronina (Cytadela; zasadnicze różnice między tymi pisarzami uchwyciłam i zrozumiałam dopiero później), polska klasyka znajdowała się wówczas dość daleko od moich fascynacji.

 

        

Bolesław Prus, Notatki „lubelskie”, 1868–1874, rękopis (sygn. 1811) przechowywany
w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie. 

Studia polonistyczne oraz wieloegzemplarzowe wznowienia utworów Prusa po II wojnie, sprawiające, że wreszcie były dostępne w księgarniach i bibliotekach oraz mogły stanąć w moim domu, to zasadniczo zmieniły. Poznałam bowiem na studiach bardziej systematycznie całą klasyczną polską literaturę, a zetknięcie się z tekstami oświeceniowymi, prozą międzypowstaniową i pozytywistyczną – obok czytanych przeze mnie właśnie wtedy Dickensa, Stendhala i Balzaka – pozwoliło mi zrozumieć rolę Bolesława Prusa w polskiej i nie tylko polskiej powieści. Przeczytana po raz drugi i kolejne następne Lalka okazała się arcydziełem. Ona też jest dla mnie najważniejszym utworem tego autora. Od tamtych czasów co kilka lat do niej wracam, a kiedy muszę przywołać z niej jakiś fragment, przeważnie pogrążam się w lekturze całego rozdziału. Oczywiście znam też obecnie i cenię zarówno Emancypantki, jak Faraona, a także wiele krótkich form narracyjnych Prusa na czele z Kamizelką i utworem Z legend dawnego Egiptu. We wszystkich podziwiam ogrom wiedzy o świecie ich autora oraz jego kunszt narracyjny. Usiłuję również dostrzec i uchwycić te mechanizmy, które sprawiają, że są to arcydzieła. Od wielu lat bowiem mój odbiór literatury nie ma charakteru emocjonalnego, lecz intelektualny. Nie tyle więc lubię jakiś utwór (lub go nie lubię), ile przede wszystkim zaciekawia mnie (lub nie) jego budowa, interesują mnie przyczyny jego poczytności czy jej braku. Nie potrafię się też identyfikować ze stworzonymi przez autora Lalki postaciami, choć doceniam mistrzostwo kreacji Wokulskiego czy sposób ukazania miłości w Kamizelce… W związku z tym trudno powiedzieć, by mnie coś w pisarstwie Prusa irytowało albo bym coś musiała mu wybaczać… Po prostu patrzę na nie z dystansu badacza.

 

         

Bolesław Prus, Notatki o kompozycji, 1886–1889, rękopis (sygn. 144.II) przechowywany
w Bibliotece Publicznej m. st. Warszawy. Rękopis można obejrzeć w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej.
Notatki o kompozycji 1886–1889 stanowią drugi tom serii Notatki twórcze.
 

Na tej właśnie zasadzie zajęłam się – oczywiście już wiele lat po ukończeniu studiów, a właściwie także już po formalnym zakończeniu pracy w charakterze nauczyciela akademickiego, czyli będąc już na emeryturze – poświęconymi zagadnieniom kompozycji notatkami Bolesława Prusa. Stwierdziwszy podczas pisania książki zatytułowanej później Bolesława Prusa „prawidła” sztuki literackiej (Gdańsk 2003), że istnieją poświęcone problematyce teoretycznoliterackiej rękopiśmienne notatki autora Lalki, przeczytałam je, a następnie sprowadziłam do Gdańska mikrofilmy, zawierające ich zdjęcia i powoli zaczęłam je przepisywać na komputerze. Początkowo na użytek swej książki, a później z myślą o innych czytelnikach*. Zaciekawił mnie bowiem ten odmienny, nieznany mi dotychczas Prus, zafascynowała rozległość jego horyzontów życiowych i wiedzy, także literackiej, jak również zainteresowały niektóre pomysły teoretycznoliterackie znacznie wyprzedzające pozytywistyczne myślenie o literaturze, choć z nich wyrastające**. Z entuzjazmem podjęłam więc propozycję wydawnictwa Słowo/obraz terytoria wydania wyboru notatek Prusa na tematy okołoliterackie, a odbiór wśród znawców książki Bolesława Prusa Literackie notatki o kompozycji (Gdańsk 2010), zawierającej przede wszystkim owe poświęcone szeroko pojętej kompozycji notatki Prusa, uzasadnił mój entuzjazm. Z radością także wzięłam się za działania prowadzące do wydania tych notatek w obrębie edycji krytycznej dzieł pisarza, uważam bowiem, że powinny być wydane w całości i w formie jak najbliższej oryginałom (czyli np. nie powinny się w tym wydaniu pojawiać jednolite sposoby prezentacji Prusowskich wyliczeń, skoro ich autor ich nie ujednolicił, a bogactwo związanych z nimi form jest ogromne). Przede wszystkim jednak wydane być powinny z myślą o badaczach twórczości ich autora.

Co prawda niektórzy znani mi badacze literatury, wychodzący z założenia, że notatki owe są jeszcze jednym utworem Prusa, mają pełną rację, niemniej jednak musimy pamiętać, że jest to utwór szczególny, czyli nieadresowany do przeciętnych odbiorców dzieł tego pisarza, lecz raczej do znawców, zwłaszcza zaś znawców literatury i jego twórczości. Z przygotowaniem go do druku wiążą się w związku z tym szczególne trudności. Wynikają one ze specyfiki Prusowskich notatek o kompozycji, nieprzeznaczonych przez swego autora do druku w tej postaci. Znajdziemy w nich przy tym zarówno refleksje filozoficzne, jak ogromną liczbę różnych wyliczeń (np. możliwych cech człowieka i ich związków między sobą), a wreszcie rozmaite schematy, tabele i rysunki. Stanowią bowiem swoistą silva rerum***, czyli bardzo hybrydyczny zbiór różnych wypowiedzi na rozmaite tematy. Gdyby było mi dane spotkać się z Bolesławem Prusem, spytałabym się właśnie o owe notatki – czy miały być według niego podręcznikiem pisania dla młodych twórców, czy kompendium teoretycznoliterackim, czy też miały służyć zanikającej stopniowo pamięci swego autora (jak można by wnioskować z ostatnich zapisów w tzw. Notesach-„książeczkach” o kompozycji)? A może miały być tym wszystkim jednocześnie?

 

* Pisałam o tym w tekście Pracując nad rękopisami Prusa drukowanym w „Pamiętniku Literackim” 2015, z. 4, s. 259–264.

** Zob. A. Martuszewska, Bolesława Prusa „prawidła” sztuki literackiej, Gdańsk 2003.

*** Zob. taż, „Silva rerum” Bolesława Prusa, [w:] Literatura i sztuka drugiej połowy XIX w. Światopoglądy – postawy – tradycje, red. B. Bobrowska, S. Fita, J.A. Malik, Lublin 2004, s. 243–280.

 

Seria

Gatunki

Inne

2017

2016

2015